Piszę ten wpis z powodu licznych pytań od znajomych i przyjaciół którym w kółko muszę tłumaczyć jedno i to samo.
Pozwolę sobie zachować dystans od religii, kościoła, i spraw z tym związanych.
Na wstępie wyjaśnię że unikam wszystkiego co ze świętami związane, a przede wszystkim oficjalnych obiadów, kolacji czy innych tego typu spotkań.
Święta są dla mnie ogólnie piękną tradycją, pozwalającą odpocząć w gronie rodzinnym od codziennych problemów, trosk, często znakomitą okazją do spotkań z członkami rodziny z którymi nie widzieliśmy się długi okres czasu.
Jako że moje poglądy na sprawy wiary i kościoła są takie a nie inne, nie dopatruje się w nich elementów ekumenicznych, choć przyznać muszę że również uważam że jest to doskonały czas do refleksji, i przemyślenia pewnych spraw ze swojego życia, otoczenia, często podjęcia decyzji o zmianie siebie na nieco lepsze.
Skąd więc ciarki u mnie na samą myśl o świętach i kombinowanie jak tu wymigać się od uczestniczenia w tej „imprezie” ?
Na to składa się wiele czynników.
Jednym z podstawowych są wspomnienia, pewnie nie bardzo różnią się one od tych które mają inne osoby.
Już na kilka dni przed świętami zaczynała się „bojowa” atmosfera w domu, każdy chodził nieco podminowany, porządki, przygotowania i nieodłączne kłótnie oraz awantury.
Jak bardzo się cieszą że ten okres mam już za sobą, jedyne co pozostało to patrzenie ze współczuciem na to co nadal dzieje się u innych w trakcie przygotowań świątecznych. Ale cóż pewnie aby się godzić przy świątecznym stole najpierw trzeba się skłócić. Może komuś to odpowiada, mi zdecydowanie nie.
Drugą sprawą jaka mnie odrzuca od świąt jest zwykły ludzki fałsz i obłuda.
Osoby które najchętniej by sobie skoczyły do oczu nagle robią się dla siebie miłe uprzejme i przesłodkie. Gdyby to tylko miało jakieś przełożenie na późniejsze postępowanie i ich dalsze relacje było by czymś przewspaniałym, ale nie oszukujmy się, w 99% przypadków w kilka dni po świętach wszystko wraca do normy a samo rodzinne spotkanie dla tych skłóconych osób jest nieprzyjemnym obowiązkiem. W skrócie dobra mina do złej gry.
Celowo nie chcę wspominać i rozwijać tematu nagłej pobożności.
Często spotykałem się i wciąż spotykam z „kipiącą obłudą i fałszem” przy tego typu spotkaniach, nie tylko świątecznych ale i urodzinowych, imieninowych itp. Jako że nie cierpię sztuczności, fałszu, obłudy, robię wszystko co w mojej ,mocy by w sposób dyplomatyczny bez urazy odmówić przybycia na takie spotkanie.
Kolejną sprawą jest komercjalizacja.
Trudno w dzisiejszych czasach doszukać się w świętach tego co napisałem na wstępie.
Komercja weszła pełną parą w nasze świąteczne zwyczaje, nie ma już idei, nie ma atmosfery, liczą się prezenty, zastawiony stół, i jak najlepsze pokazanie się przed rodziną, znajomymi.
Fakt że często później brak pieniędzy na wręcz podstawowe rzeczy czy też konieczność spłat kredytu staje się niezauważalny w myśl zasady zastaw się a pokaż się.
Podsumowując to wszystko oraz wiele innych powodów z których część celowo pominąłem te imprezy nie są dla mnie.
Nie neguje obchodzenia świąt, wręcz przeciwnie, jeśli komuś przyjemność sprawia ich obchodzenia, dodaje mu to sił i daje radość, cieszę się z jego szczęścia i zazdroszczę że ja tego nie potrafię. Jednak ja wolę ten okres spędzić w samotności, ciszy i spokoju, często oddając się pracy i mieć realne korzyści zamiast zszarganych nerwów i udawania radości z przebywania z osobami których na co dzień nie toleruję.
14 sie 2010 o 13:49
[...] jak pisałem już kiedyś we wpisie „Dlaczego nienawidzę świąt” nie lubię i staram się za wszelką cenę unikać tego typu [...]